Dlaczego ludzie odchodzą od Kościoła i co z tego wynika

31 maja 2023

We wszystkich dziedzinach życia społecznego antykultura dokonała już inwersji. To, co jeszcze niedawno było mniejszością i powodem do wstydu, dziś stało się normą i tytułem do świeckiej chwały. Apostazja, bluźnierstwo, świętokradztwo i bezbożne życie utorowały sobie drogę na szczyty zachowań pożądanych społecznie, od katedr profesorskich po pijackie meliny. Spróbuję uświadomić, co, jak i dlaczego.


Artykuł niniejszy nawiązuje do poprzedniego artykuły na naszym portalu:
Utopia w praktyce, czyli totalitaryzm w walce z religią


Jest także rozwinięciem tez, postawionych w artykule następującym:

Program pozytywny, część pierwsza: religia

Wpierw należy zdefiniować, co to jest Kościół i co znaczy odejście od niego. Mam na myśli Kościół rzymsko – katolicki, będący mistycznym ciałem Chrystusa na ziemi, składający się z wiernych i hierarchii. Kościołem nie jest więc sam kler ani budynki, lecz wspólnota, której głową jest Jezus Chrystus, a namiestnikiem Papież. Odejście od Kościoła rozumiem jako zaprzestanie praktyk religijnych oraz psychiczne oddzielenie, polegające na tym, że człowiek, który się oddziela przestaje czuć się częścią wspólnoty. Natomiast pozostawanie w Kościele oznacza nie tylko uczestnictwo w praktykach i składanie ofiary, ale też stosowanie nauki moralnej i społecznej w swoim życiu. Chrześcijanin jest rozliczany ze swej wiary i swych uczynków.

Praktyki religijne polegają nie tylko na niedzielnym spotkaniu wiernych w świątyni, lecz przede wszystkim na składaniu ofiary Bogu w Trójcy jedynemu, która jest wyrazem czci wobec Stwórcy i Zbawiciela, przebłaganiem i zadośćuczynieniem za grzechy oraz dziękczynieniem za doznane łaski. Kościół to jednak nie tylko praktyki, lecz także nauka moralna i społeczna, bazująca na Objawieniu, nauce doktorów Kościoła i wielowiekowej tradycji. Człowiek oddzielony nie słucha i nie chce znać tej nauki, ani też nie składa ofiary, ani też nie zabiega o zbawienie swojej duszy. Człowiek taki żyje życiem naturalnego apostaty i uważa, że ani Bóg, ani Kościół, ani wspólnota nie są mu potrzebne.

Nauka moralna i społeczna Kościoła jest wymagająca. Trzeba całym życiem moralnym zasłużyć na łaskę bożą i zbawienie wieczne. To nakłada pewne obowiązki i ograniczenia. Nie są one co prawda ciężkie nadmiernie i każdy człowiek jest w stanie je znosić. Jeśli jednak człowiek nie ma do nich wewnętrznego przekonania i obowiązkom niechętny, wówczas to dla niego zbyt wiele i poszukuje, jak by się od tego uwolnić.

Od początku swego istnienia Kościół i jego nauczanie stał się obiektem nienawistnych ataków. Zwykli chleba zjadacze, bo chcieliby oddawać się swym żądzom bez wyrzutów sumienia. Uczeni w piśmie, aby wmawiać ludowi cokolwiek im wygodne. Możni, aby lud bezkarnie wyzyskiwać. Władcy, aby żadne nadprzyrodzone normy nie ograniczały ich władzy nad ludami. Wielu więc miało i ma nadal interes w tym, aby rozluźnić lub całkiem zrzucić gorset norm moralnych, narzucany przez prawo, któremu Kościół stróżuje. Ponieważ ma on cele społeczne, wiec dysponuje widoczną strukturą hierarchiczną, organizacją terenową i dobrami materialnymi, dzięki czemu zachowuje niezależność od władz świeckich. Aby więc pozbyć się niewidzialnego prawa moralnego najprościej zaatakować widzialną organizację.

Z uwagi na jego długą historię, powszechność i szeroki zakres działalności nigdy nie było trudno kierować zarzutów wobec Kościoła, który co prawda jest święty, ale ludzie grzeszni i omylni, dlatego w tak dużej organizacji przez tak długi czas w sposób nieunikniony musiały pojawić się różne zadry. Wszelkie błędy ludzi Kościoła, wszelkie ich grzechy i słabości od zawsze były wykorzystywane przez wrogów tej instytucji przeciwko samej jej istocie. Zawsze też znajdowali się chętni myśliciele i władcy, którzy w imię interesów osobistych, grupowych bądź politycznych starali się dowieść, że Kościół jest zbędny, szkodliwy lub w najlepszym razie powinien stać się instytucją życia prywatnego swoich członków. Zawsze też znajdowali się jacyś chrześcijanie, którzy mieli alternatywne pomysły na Kościół, naukę moralno – społeczną, a nawet samego Boga, rozbijając wspólnotę od wewnątrz herezjami. Ecclesia zawsze więc była zagrożona zarówno z zewnątrz, jak również ze swojego wnętrza.

Dzisiejsza wielka apostazja ludzi i narodów jest zjawiskiem o wielkiej sile i zasięgu. Jako takie nie ma precedensu w historii. Wcześniejszy porównywalny kryzys, czyli herezja ariańska zachodził w zupełnie innych warunkach społeczno – politycznych. Siła i zasięg współczesnego kryzysu są tak wielkie również z uwagi na wielkość sił, zaangażowanych do jego wywołania. Wszystko bowiem wskazuje na to, że nie są to zjawiska spontaniczne i samoistne, lecz wywołane i moderowane celowo, przez konkretnych ludzi i w konkretnych celach. Doktrynalne źródło kryzysu tkwi w herezji modernizmu, powoli infiltrującej hierarchię katolicką od połowy XIX w. Jednak sama z siebie herezja ta wraz ze swymi wszystkimi heretykami nie zdołałaby sama dokonać takiego dzieła zniszczenia, gdyby nie została wsparta działaniami pewnych grup interesu. Można wyróżnić trzy główne, zresztą przenikające się – tajne organizacje, dążące do uzyskania władzy, globalni interesariusze finansowo – biznesowi, oraz ówczesne władze totalitarnych dyktatur komunistycznych.

Dziś jednak nie o tym, lecz o osobistych motywacjach ludzi, nieświadomych globalnych interesów, żyjących własnym życiem. Dlaczego więc ci zwykli ludzie odchodzą od Kościoła? Oni sami zwykle mają dyżurny zestaw twierdzeń, mianowicie:

To główne z powtarzanych chętnie zarzutów. Niezależnie od częściowej słuszności niektórych spostrzeżeń, należy mieć świadomość, że ci wszyscy, którzy w ten sposób uzasadniają swoje odchodzenie od wiary po prostu kłamią. Te dyżurne przyczyny są produktem antykatolickiej propagandy i bardzo niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Przyczyny apostazji są zgoła inne.

Najprzód, człowiek współczesny nie otrzymuje od współczesnego Kościoła dobrej nauki. Po II Soborze Watykańskim Kościół zaprzestał swojej misji i głoszenia swojego tradycyjnego magisterium, wmawiając wiernym, że zbawienie mają już w garści samym aktem śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Heretyccy teologowie, którzy zdominowali współczesny Kościół wmawiają nieświadomym ludziom, że piekło jest puste, każdy może być taki, jaki jest, nie ma więc obowiązku się starać. Jest to co prawda mile widziane przez panabozię, ale jak ktoś nie jest w stanie, bo ma swoje potrzeby i emocje to panbozia jest nieskończenie miłosierny, wszystkich kocha, wszystkich zbawił już hurtem raz na zaś, więc piekło jest puste. Ponadto wszystkie religie są równie dobre, więc dla panabozi nie trzeba wcale być katolikiem. Kościół ograniczył swą walkę ze złem o zbawienie dusz. Nowoczesne oficjalne magisterium stało się miłe i tolerancyjne dla każdego, nawet dla Antychrysta.

Trzeba mieć świadomość, że te antykatolickie kłamstwa, te duby smalone, te postmodernistyczne brednie pięknoduchów nie znających życia i świata są obecnym nauczaniem. Za tym idzie praktyka duszpasterska i liturgiczna. Zarzucono piękno, splendor, wspaniałość i sacrum. Zamiast potężnych organów rozbrzmiewają gitarki. Zamiast odwiecznego męskiego chorału smętne zawodzenia egzaltowanych paniuś. Zamiast silnych mężów z autorytetem skaczące pajace, cieszące się jak głupi do sera. Dodajmy do tego pseudokatechezę w szkołach, realizowaną zwykle przez kompletnych ignorantów i katechetki bez cienia apostolskiej żarliwości. Lud jest oszukiwany przez swoja własną hierarchię, która sama już zapomniała prawdziwej nauki. Sytuację w Polsce ratują jeszcze zwykli księża i ci dość liczni jeszcze biskupi, którzy świadomie bądź odruchowo starają się wciąż przekazać depozyt wiary, pomimo soborowego zniszczenia. Dzisiejsze nauczanie jest jednak co do zasady słabe i bez wyrazu. Współczesny katolik nie otrzymuje więc oręża do walki z bałamutnym światem.

A świat nie stoi w miejscu. Globalni interesariusze powołali swoje agendy we wszystkich obszarach życia społecznego. Jedną z nich jest PSYCHOPEDA, czyli przemysł psychologiczno – pedagogiczny, składający się z armii osób naukowych, pedagogów, terapeutów, coachów, doradców, psycholożek, trenerów, guru, motywatorów i żołnierzy innych rang. Psychopeda ma zadanie przejąć kontrolę nad umysłami i robi to skutecznie. Współczesny człowiek, który nie ma dobrej nauki katolickiej słucha psychopedy poprzez wszelkie kanały informacyjne. Kultura masowa, Internet, nauka, poradnictwo, lifestyle – te dziedziny zdążyły się już przeniknąć i zalewają ludzi pseudonaukową psychopedyczną papką. Wystarczy wejść do jakiegokolwiek kiosku z prasą, by natknąć się na co najmniej kilka tytułów o praktycznej psychologii stosowanej – głównie dla kobiet, młodzieży i dzieci. Wszystko to oczywiście tylko udaje naukę, symuluje dobrą wolę, a w rzeczywistości jest psychomanipulacją. Odbiorcy psychopedy myślą, że dzięki tym przepisom poradzą sobie ze swoimi problemami życiowymi i lepiej się zrealizują. W istocie problemy powoduje sama psychopeda, która jest zainteresowana, aby ludziom wciąż wynajdywać nowe kompleksy i wciąż udzielać im rad, pobierając sowite opłaty. Każdy więc człowiek, co pójdzie za ichnimi radami pobłądzi ze szczętem tak pewnie, jak amen w pacierzu.

Człowiek współczesny odbiera więc współgrające ze sobą przekazy z różnych źródeł, które się kompletują w jeden spójny trend. Psychopeda, lifestyle i posoborowe nauczanie wmawiają mu, że celem jego życia nie jest wcale zbawienie wieczne, lecz dobrostan i samorealizacja. Dobre samopoczucie psychofizyczne tu i teraz okraszone samorozwojem, aby żyć zdrowo i lepiej cieszyć się życiem doczesnym stało się więc racją życia większości współczesnych ludzi. Te wpływy ustanowiły podłoże do wykształcenia się najpopularniejszej współczesnej religii. Nie jest bowiem tak, że agnostyk, ateista czy apostata w nic nie wierzą. Tak się nie da. Człowiek zawsze w coś wierzy, tylko nie zawsze to dostrzega. Główną religią współczesności stała się więc RELIGIA LUSTRA. Jej wyznawca patrzy weń i myśli, że widzi tam siebie, pomijając resztę świata. W istocie widzi swoje odbicie w lustrze weneckim, za którym znajduje się osobisty Mefistofeles. Ten mówi wyznawcy lustra to, co on chce usłyszeć, stopniowo przejmując władzę nad jego pragnieniami i myślami. Wyznawca lustra myśli, że realizuje siebie i swój plan, w rzeczy samej grając w teatrze szatana.

Wyznawcy lustra żyją w błogiej nieświadomości, ciesząc się z dobrobytu, dobrostanu i bezpieczeństwa fizycznego. Nie zdają sobie sprawy, że te stany istnieją dzięki pracy wielu ludzi, przestrzegających nauki moralno – społecznej, głoszonej przez Kościół. Myśli taki, że ten stan powstał samoistnie i będzie tak zawsze. Te błędne mniemania skłaniają wyznawcę lustra, aby żył sobie w stanie LEWAKOWANIA, czyli lewackiego leżakowania połączonego z lewitacją bez kontaktu z rzeczywistością, jako egoista idealny. Taki tryb życia jest tym bardziej zakorzeniony, że upowszechnił się we współczesnych modelach wychowawczych, skupionych na dziecku i jego emocjach. Naczelna zasada tego wychowania to CHÓW EGOTYCZNY mający dwa warianty: dla dziewcząt KRÓLEWNA ŚWIATA, dla chłopców PIOTRUŚ PAN. Taki współczesny człowiek nie będzie chciał nawet słuchać dobrej nauki katolickiej ani tym bardziej przestrzegać jej zasad. Taki interesuje się tylko tym, co jest bezpośrednio związane z jego aktualnym interesem i przyjemnością. Nie podejmuje refleksji, a zwłaszcza trudów nad czymkolwiek pozostałym. Próżno więc spodziewać się, że zechce poznać prawdę o świecie, ani że uczyni cokolwiek dla wspólnoty Narodu lub Kościoła. Taki nawet wspólnoty rodzinnej nie stworzy, a jeśli z jakiejś pochodzi, to ją opuści. Dla globalistów od Schwaba i Harariego jest to wymarzony produkt ich fałszywej nauki, ludzkie zwierzę, biorobot, programowalny android, jednostka ludzkiego zasobu. Oto skutek religii lustra, efekt chowu egotycznego, produkt ideologii liberalizmu. Osobnik ów, coraz częstszy współcześnie sądzi, że Bóg i Kościół, tak samo jak naród i rodzina są przeżytkiem i obciążeniem. Państwo w jakim żyje też go nie obchodzi, byle miał dobrostan i poczucie samorealizacji. Wśród życia owej istoty kilka można wyróżnić przyczyn, dla których nawet progu świątyni nie przekroczy ani do Boga się nie nawróci.

Pierwsze, co przyświeca jego zaniechaniom to lenistwo, i to trojga rodzajów. Jest więc lenistwo fizyczne. Zwyczajnie nie chce się lewakującemu wstać z jego barłogu i do kościoła na mszę się udać. Tak samo ubrać się należycie, jak sytuacja wymaga. Dla takiego te powody same już w sobie są dość mocne, aby Kościół porzucić. Drugie lenistwo jest intelektualne. Musiałby bowiem trud zadać mentem swojemu, aby sytuację zrozumieć swoją i ogólną. Gdyby to jednak wiedział, nie mógłby tak beztrosko lewakować. Woli więc nie wiedzieć i głupim pozostać. Nie dąży do wiedzy ni mądrości, poprzestając na tym, co lekkie, strawne i przyjemne, a czego przemysł rozrywki dostarcza mu w bród. Trzecie wreszcie lenistwo duchowe jest. Musiałby pobudzić się, by cnót moralnych nabyć, co z kolei do wysiłków, wyrzeczeń i poświęceń prowadzi. Nie dla niego jednak ta robota, więc woli powtórzyć sam sobie kłamstwa psychopedy, że ma takie potrzeby i cechy, jakie ma, i takie tylko będzie zaspokajał.

Kolejne, to żądze. Każdy człowiek ma swoje pożądania, które z natury ludzkiej się biorą. Człowiek ma bowiem popędy, instynkty i emocje. Same w sobie złe nie są, służąc do zaspokajania naturalnych potrzeb, będąc niezbędnymi do przetrwania człowieka i gatunku. Tak jest także u zwierząt, tym jednak instynkt wystarcza. Człowiek wszelako ma duszę. Powinien więc używać wyższych jej władz, jakimi są rozum i wola, aby panować nad swymi naturalnymi ciągotami. Temu właśnie służy prawo Boże, którego strzeże i naucza Kościół. Zarazem częścią jego jest prawo naturalne, każdy więc w świecie chrześcijańskim, nawet spoganizowanym słyszał o tym i główne zasady zna. Jeśli jednak nasz sybaryta chciałby sobie poużywać i żądzom folgować, to zarazem wolałby nie mieć wyrzutów sumienia, bo to by mu zakłóciło dobrostan. Dlatego użyje każdego pretekstu i nakłoni ucho do każdego oszczerstwa, aby oczernić i unieważnić Kościół, a wraz z nim prawo moralne, które upodobał sobie łamać. Nieważne, czy to, co o Kościele mówi propaganda, prawdą jest czy fałszem. Wyznawca lustra wynajdzie wszelkie błędy i wady i choćby najmniejsze były, wyolbrzymi niebotycznie. Jeśli takich nie znajdzie, zadowoli się kłamstwami, które będzie sobie wmawiał i innym powtarzał. Sam będzie stroił się w hasła wartości wyższych, lecz będzie to jedynie pozór, by ukryć przed samym sobą i światem, że sam grzeszył, grzeszy i grzeszyć zamierza. Nieodmiennie od początków ludzkości dwie główne żądze pociągają grzeszników, mianowicie by dowolnie kraść i chędożyć nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. Oto co kryje się za pozorami intelektualnej głębi i humanizmu współczesnych bezbożników.

Wreszcie pycha takimi powoduje. Gdy już bezbożnik dokonał faktycznej apostazji, gdy sobie porządnie nagrzeszył, a potem wygodnie umościł się w lewakowaniu, by odpocząć przed kolejnymi grzechami, gdy mu tak błogo i dobrze, przecież nie będzie swego stanu zmieniał dla jakichś mglistych, odległych wizji raju i piekła. On ma psychopedę, która afirmuje każdy jego czyn i zaniechanie. Ma pokusy taniej satysfakcji, szczęścia na sprzedaż, by tylko sięgnąć i zaspokoić się. Usłyszał zresztą od O.Szustaka, że piekło jest puste i wszyscy są zbawieni. Wszyscy, których zna robią to samo, zajmując się sobą, swymi interesami i przyjemnościami. Jak coś będzie nie tak w kraju, to wyemigruje. Kościół już dawno go nie obchodzi, przestał tam chodzić od razu po pierwszej komunii, ma zresztą poważniejsze zajęcia. W życiu takiego człowieka nie ma niczego, co mogłoby go przekonać do nawrócenia. Dopóki będzie mu dobrze, nie zmieni swego postępowania. Kościół, naukę katolicką i tych, co pozostali wierni będzie lżył i atakował. Musiałoby wydarzyć się coś dramatycznego w jego życiu, co zburzyłoby jego dobrostan, jakiś wstrząs poważny i długotrwały. Nawet to jednak nie daje pewności nawrócenia. Ludzi takich widać coraz więcej, wraz z postępem chowu egotycznego. Oni są tak formatowani od urodzenia i zapewne większość z nich jest już dla wiary bezpowrotnie stracona.

Mamy więc jakby dwa rodzaje przyczyn, dla których ludzie odchodzą od Kościoła. Pierwszy rodzaj to przyczyny zewnętrzne. Po stronie Kościoła należą tu dysfunkcje posoborowe i osłabienie nauczania; ze strony świata natomiast to propaganda, atakująca katolicyzm, proponująca w zamian dobrostan. To bardzo silne czynniki które wielu ludzi zwodzą i oszukują. Jednak nie tłumaczą tak powszechnej apostazji i bezbożnictwa. Ludzie mogą popaść w błąd, ale dość szybko powinni zorientować się co do jego natury. Chrześcijanin ma bowiem obowiązek dochodzić do prawdy. Jeśli tak wielu zostało zwiedzionych, to dlatego, że ulegli przyczynom drugiego rodzaju. Chcą być zwodzeni i oszukiwani, bo tak im wygodnie. Pasuje to im i postanowili według kłamstwa swoje życie ułożyć. Dali sobie zatruć umysł, postanowili nie poznać prawdy, a tą, którą poznali wcześniej – zapomnieć lub unieważnić. Tacy świadomie wybrali zło i swoje życie w nim. To bowiem wydaje im się łatwiejsze, gdyż szybką daje nagrodę. I rzeczywiście, tak można łatwo zaspokoić swoje żądze i fizjologię. Ma jednak cenę, tyle, że z odroczoną płatnością.

Zastanówmy się nad konsekwencjami powszechności takich wyborów. Są ich dwa kręgi. Jeden dotyczy jednostek, drugi społeczności. Dla jednostki wybór religii lustra i lewakowania doprowadzi do poważnych perturbacji psychicznych i zawirowań życiowych. Jeśli z tej drogi nie zejdzie i życia nie zmieni, popadnie w końcu w szaleństwo Antychrysta, czyli jakiś rodzaj duchowo – psychicznej aberracji, które mają na podorędziu globaliści jako psychologiczne pułapki na ludzi. Jeśli zawczasu ci ludzie nie zrozumieją swoich błędów i nie powrócą na twardy grunt rzeczywistych wartości, pogrążą się w upadku w każdym aspekcie życia. Jest sto procent pewności, że dotknie to każdego spośród tak żyjących. Problemy psychiczne, rozbite lub nieistniejące życie rodzinne, upadek materialny, samotność, beznadzieja, depresja, rozpacz. Takie sidła zastawia szatan na ludzi dobrostanu.

Drugi krąg dotyczy społeczności, zarówno Narodu, jak i Kościoła. Wybory wyznawców lustra są groźne dla wiernych katolików, gdyż zarówno Kościół, jak i Naród potrzebują siły liczebnej, aby istnieć jako byty społeczne. Kościół jako byt materialno – duchowy zapewnia swym członkom przetrwanie ich dusz w każdych warunkach ziemskich. Natomiast Naród i państwo, w jakim zamieszkuje służą zaspokajaniu potrzeb doczesnych. Jeśli nie będą dość mocne, ulegną zewnętrznej sile, a ich członkowie popadną w niewolę i nędzę. Aktualnie jest to zagrożenie bardzo wyraźne, wyrażane wprost przez funkcjonariuszy ONZ i Unii Europejskiej, a także zapowiadane jako wizje przyszłości przez interesariuszy globalnego kapitału. Tymczasem ci, którzy powinni pierwsi stanąć do walki i pracy o zachowanie dobrobytu i wolności wspólnoty, lewakują i zajmują się wyłącznie swoim osobistym dobrostanem. Wspólnota pozbawiona obrońców nie będzie miała siły by się obronić. Jest też drugi aspekt zagrożenia. Ludzie dobrostanu, wyznawcy lustra, apostaci, bezbożnicy mogą nie tylko być bierni, gdy trzeba będzie do walki stanąć. Może być gorzej – oni mogą stanąć po stronie wrogów wspólnoty, gdyż ci łatwo kupią ich przychylność zapewnieniem dobrostanu i zaspokojeniem naturalnych potrzeb. Trzeba takich więc postrzegać jako potencjalnych zdrajców i kolaborantów.

Czytaj także: Państwa na rozdrożu

Czas więc na podsumowanie. Ludzie odchodzą od Kościoła, od wiary, od prawa Bożego i od moralności z własnej nieprzymuszonej woli, bo tego chcą. Główne pobudki tego odejścia to: głupota, ignorancja, lenistwo, zła wola, żądza, pycha. Konsekwencje odejścia są fatalne dla odchodzących i potencjalnie groźne dla pozostałych. Usprawiedliwień nie ma żadnych, wybory te są jednoznacznie złe i zasługujące na potępienie pod każdym względem. Trzeba więc z tego wyciągnąć wnioski, mianowicie takie, aby samemu tego nie robić i innych przestrzegać. Jeśli ktoś zbłądził, lecz błąd swój widzi i pragnie go naprawić, należy takiemu pomóc wrócić na właściwą drogę, kierując się miłością bliźniego. Jeśli jednak zaprzańcy uporczywie w błędach swych tkwią i tkwić zamierzają, należy od takich się odsunąć i samych zostawić. Gdy przyjdzie czas na nich, będą wyć z rozpaczy. Dopiero wówczas niektórzy z nich, jeśli oczywiście wcześniej nie popełnią samobójstwa będą gotowi do tego, żeby szukać drogi nawrócenia.

Pospieszę jednak uprzedzić chór płaczących z rozpaczy, by się nie turbowali tak bardzo. Są bowiem i dobre skutki masowej apostazji. Jakże to?! – z pewnością zakrzykną poczciwi chrześcijanie. Ano tak, że w ten sposób oczyszcza się społeczność wiernych w naturalny sposób. W normalnych warunkach żyliby zwykłym życiem, pozostając w Kościele. Teraz jednak liberalizm przyniósł im wolność, a globalistyczne pomysły na życie – wyzwolenie. Odtąd już nikt z nich niczego nie musi, ale wszystko może. Od niego nic, dla niego wszystko. Oto nastała wolność, więc wolno wszystko każdemu. Ludzkość nigdy w swej historii nie miała takiego dobrobytu i takiej wolności, jak obecnie. Wcześniej twarda rzeczywistość miarkowała ludzi w ich zamysłach, poskramiała pychę, żądze trzymała w karbach. Dziś, w epoce wyzwolenia jednostki spod władzy Boga, Kościoła, Narodu, rodziny, moralności każdy może wybrać sobie sam swój system wartości, bo nie wolno mu niczego narzucać. Cóż tedy ludzie robią ze swoją wolnością? Najpierw odrzucają Kościół, potem kolejno wiarę, moralność, Boga, Naród. Gdy przestano ich zmuszać do Boga, po dobroci wybierają Antychrysta i szatana. Tak układają swoje życie, że przebiegają od jednej ruiny do drugiej, nie mogąc zbudować nic trwałego. Jako egoiści nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności za nic. Nie są więc użyteczni ani dla Kościoła, ani dla Narodu, ani dla rodziny. Tej zresztą zwykle nie założą wcale, a jeśli już, będzie to jakaś dysfunkcyjna proteza. Tak więc poza ruiną psychofizyczną czeka ich także w większościowej masie wyuczona bezdzietność. Dla demografii to zła wiadomość. Dla odnowy Narodu jako ludu Bożego – zbawienna. Ci bowiem, z których żadna wspólnota pożytku mieć nie będzie, a przeciwnie – obciążeniem będą i zagrożeniem, ci właśnie zredukują się sami, wymierając bezpotomnie w ciągu trzech pokoleń. Taki dobór darwinowski na własne życzenie. Do przyszłych walk i zmagań, które niechybnie nadejdą potrzebni będą ludzie pewni i niezłomni, którzy nie zrażą się pierwszymi trudnościami, nie dadzą się zastraszyć medialnym straszydłom ani nie pójdą na lep fałszywych obietnic, byle miłych zmysłom. Takich życie już dziś odsiewa, oddzielając kąkol od pszenicy.

Czytaj także: Rewolucja czy kontrrewolucja?

Tymczasem wierni katolicy, stanowiący dziś mniejszość narodu niegdyś wierzącego powinni zacząć budować swoje własne życie społeczne i gospodarcze. Jeśli bowiem chcą zachować wolność i dobrobyt, muszą oprzeć się na grupie, a ta musi mieć jakieś spoiwo. My w Polsce mamy takie dwa – narodowość i religię, przy czym to drugie spoiwo bardziej jest trwałe. Jeśli tak wielu jest dziś apostatów i bezbożników, to katolicy tym bardziej powinni zakładać rodziny, które będą się wzajem wspierać, w których będzie dodatnia dzietność. Tam wychować dzieci tak, żeby z wierze swej niezachwiane oparły się sidłom szatańskim i od wiary i Kościoła nie odpadły. Wtedy wraz z tym, jak bezbożnicy będą wymierać, katolicy będą wzrastać i powoli przejmować obszar tak, jak obecnie czynią to muzułmanie w Europie Zachodniej. Tak jednak, jak przy apostazji, tak i w zawierzeniu wszystko zależy od decyzji człowieka, co ze swym życiem zrobi. Czas na decyzję już nastał. To ludzie sami zdecydują, czy zostaną przy wierze i przetrwają, czy odejdą i przepadną. A ci, co zostaną też będą musieli sami zdecydować, czy zgodnie z logiką posoborowego nauczania i naturalnym lenistwem dadzą się potulnie zagnać do niewolniczej zagrody Antychrysta, czy dzielnie i wytrwale powstaną do pracy dla budowy Społeczeństwa Kulturowego, które jest niczym innym, jak społecznym panowaniem Chrystusa na ziemi. Jeśli tak zdecydują, muszą być świadomi, że może ta praca przerodzić się w konieczność walki – tajnej lub otwartej. Muszą więc ci zrozumieć, że potulny pacyfizm jest posoborowym fałszem, a właściwą dla katolika wspólnotą na tej ziemi jest ECCLESIA MILITANS.

Czytaj także: Rewolucja jako kontra

Wesprzyj portal
Budujmy razem miejsce dla poważnej debaty o społeczeństwie i państwie polskim
Wesprzyj